Elisabeth Asirifi

Ludzie z Naramowic » Elisabeth Asirifi

Z Naramowic w świat

Rozmawiamy z Elisabeth Asirifi, która pracowała dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego,  Światowej Organizacji  Zdrowia (WHO), uczestniczyła w misjach pokojowych ONZ, nadzorowała projekty Unii Europejskiej przeznaczone dla sektora służby zdrowia w Kosowie, aktywnie wspiera polskie Amazonki, jest matką chrzestną programu „Cała Polska czyta dzieciom”,  działa w zakresie mentoringu  kobiet, jest członkiem Rady Programowej Kongresu Kobiet . Zanim, mając osiem lat, wyjechała z rodzicami do Niemiec, a potem Stanów Zjednoczonych, mieszkała tu – na Naramowicach.

Gdzie dokładnie mieszkałaś?

EA: Przy Tyrwackiej 29, w jednym z pierwszych budynków tam postawionych. Mój tata był inżynierem elektrykiem i pracował na budowie. Pierwszy blok przeznaczono właśnie dla dyrektorów i kierowników tej budowy. Po drugiej stronie ulicy było jeszcze pole… jednego roku zbieraliśmy tam pyry, drugiego marchewki. Chodziłam do szkoły nr 48 przy Sarmackiej. Pamiętam, że lubiłam swoją klasę – sportową.  Za szkołą była duża jakby piaskownica, żeby skakać w dal. Ja to bardzo lubiłam, ale cóż, skoro nie było tam piasku. Pomyślałam, że przecież klatkę od nas mieszka kierownik budowy. Pójdę do niego i poproszę, żeby jakiś piasek nam dał. I tak zrobiłam. Wyobraźcie sobie, miałam 7 czy 8 lat, zapukałam, powiedziałam, że nie mamy piasku i może by nam troszkę przywiózł. Wiecie, że dwa dni później przyjechała pod szkołę wielka ciężarówka?! W szkole zamieszanie, kierowca pyta, czy tu był zamawiany piasek? I ja się przyznałam. Byłam od tej pory bardzo popularna w szkole, cha, cha! Podchodzili do mnie z respektem i ostrożnością

Kiedy porównujesz te stare Naramowice z dzisiejszymi, to które wolisz?

EA: Dzisiejsze są zupełnie inne. Nie ma porównania. Ja doceniałam te lasy, pola, przestrzeń. Miałam bardzo aktywne dzieciństwo, nigdy się nie nudziłam i zawsze coś się działo. Lubiłam naturę. Przyjechałam po latach a tu nowe miasteczko się zbudowało! Dzisiaj jest więcej ludzi, są drogi…  Nadal działa sklep Społem! Tylko teraz nie trzeba już czekać na dostawę, cha,cha!

Jak rozpoczęła się twoja przygoda z firmą Revitalash? Interesuje nas to, bo siedziba jej polskiego przedstawiciela mieści się właśnie na Naramowicach.

EA: Spotkałam Joasię Kostrzewską (z Revitalash- przyp.red.) u Ireny Eris, stanęłyśmy przy tym samym stole, zaczęłyśmy rozmawiać, okazało się, że obie mamy do czynienia z ochroną zdrowia. Ona powiedziała, że współpracuje z polskimi Amazonkami, a ja akurat też z nimi miałam kontakt, bo kiedy mieszkałam w Waszyngtonie, zaprosiliśmy Amazonki z Polski w ramach programu edukacji i współpracy. Załatwiliśmy nawet spotkanie w Białym Domu z Hillary Clinton. Znałam więc Krysię Wechmann (prezes Federacji Stowarzyszeń „ Amazonki” – przyp. red.) i inne panie stamtąd. Joasia wtedy zaprosiła mnie na konferencję. Przyszłam i wystąpiłam, okazało się, że Krysia Wechmann też i  że mały jest świat… Wyszło, że chociaż przybyłyśmy z różnych stron, jesteśmy połączone tą samą sprawą. I tak zaczęła się moja współpraca z Revitalashem. (Revitalash, reprezentowany w Polsce przez Plazanet, wspiera „Amazonki”, promuje profilaktykę raka piersi, propaguje zdrowy styl życia i współorganizuje akcję „Zdrowy nawyk, zdrowe piersi” –przyp.red.)

Czujesz się Polką czy Amerykanką? Wyjeżdżając z Polski, miałaś zaledwie osiem lat…

EA: Czuję się Polką i zawsze bardzo czułam się Polką.

 Jakie plany na najbliższą przyszłość?

 

Wracam  do Stanów. Wyjechałam czternaście lat temu z Waszyngtonu, pracowałam w Kopenhadze dla WHO, trzy lata w Kosowie, w Afganistanie dla Komisji Europejskiej. Najeździłam się, a że cała moja rodzina jest w Stanach, podjęłam decyzję, że wracam do domu. Do Waszyngtonu. Dalej będę miała do czynienia z ochroną zdrowia. Nie mam poczucia, że dużo zrobiłam. Wszystko jeszcze przede mną.

Rozmawiały: Beata Kowalik i Renata Zychla