Kinga Kulka

Ludzie z Naramowic » Kinga Kulka

„Trzeba czasu i odwagi” – z wizytą u Kingi Kulki

Nie ulega wątpliwości, że stworzyła na Naramowicach instytucję jedyną w swoim rodzaju. Edu Arto to jedna z najbardziej rozpoznawalnych naramowickich marek. Przykład pani Kingi może być dla wielu inspirujący. Sama od podstaw zbudowała firmę zajmującą się szeroko pojętą edukacją pozaszkolną dzieci, młodzieży i dorosłych. Wciąż ją rozwija, wzbogacając o nowe zajęcia i warsztaty. Właśnie uruchomiła filię. Bez Edu Arto krajobraz Naramowic – ten kulturalny - wyglądałby inaczej. To w Edu Arto odbywają się regularnie kiermasze, festyny, koncerty wychowanków, spektakle teatru plenerowego i dziecięcego – adresowane do wszystkich mieszkańców naszej dzielnicy. Co roku Dzień Kobiet zbiera panie z całej okolicy, żeby przy winie, kawie i sałatkach poplotkować i nawiązać nowe znajomości. Prywatnie pani Kinga jest żoną z dwucyfrowym stażem i mamą dwóch córek. Kobieta sukcesu? Od razu macha ręką, kiedy pojawia się to określenie:

- Nigdy nie myślałam o sobie  w tych kategoriach. Nie wiem nawet, czy marzę, żeby być tak nazywaną – mówi uśmiechnięta (jak zawsze!) pani Kinga Kulka. -  A jak to się zaczęło? Zamieszkałam na Naramowicach 14 lat temu. Młode małżeństwo wzięło kredyt i kupiło mieszkanie. Od początku z sercem podeszłam do tego miejsca, które było wtedy puściutkie. Mieszkaliśmy bliżej kościoła, tam gdzie Tivoli – w pierwszym wybudowanym bloku osiedla Jasna Rola. To był wtedy plac budowy. Przy lesie – nic kompletnie, aż strach było czasem chodzić. Tylko pojedyncze domki. Ale dobrze się tutaj czułam, mimo że wcześniej mieszkałam w centrum, na Grunwaldzie.

 Tak sobie rano rozmyślałam, bo czułam, że mnie pani zapyta, jak powstało Edu Arto. Mam wrażenie, że całe moje życie, nawet dorastającej dziewczyny, przygotowywało mnie do tej pracy i do tego, żeby takie miejsce stworzyć. Na studiach zawsze lubiłam organizować, pracowałam w agencji promocyjno-reklamowej, potem na różnych stanowiskach w „Głosie Wielkopolskim” – od Klubu Czytelnika, poprzez sekretariat, do kierownika administracyjnego. Z każdej pracy, którą wykonywałam (także tej fizycznej, bo na studiach dorabiałam sobie sprzątaniem), wyniosłam doświadczenie, które wykorzystuję tutaj. Był taki czas, że wszystko tu sama robiłam - od sprzątania po jakieś poważne rozmowy z firmami, z którymi współpracuję. Moje doświadczenie nauczyło mnie szacunku do pracy i troski o nią. Zawsze do obowiązków podchodziłam z sercem, nie myśląc o oczekiwaniach.

 Kiedy urodziły się dzieci i poszły do przedszkola, korciło mnie, żeby gdzieś wykorzystać moją energię i doświadczenie - zrobić coś swojego. Na początku trudno mi było określić co, bo miałam różne pomysły. Ale zawsze łączyło się to z edukacją dla dzieci. Pomyślałam o swoich córkach w przedszkolu –  co ja tutaj z nimi zrobię po południu? Co by im wymyślić?  A chciałam żeby się uczyły języków, rozwijały kreatywnie, brały udział w fajnych akcjach, nauczyły się działać i organizować, bo to pomaga w dalszym życiu. Stworzyłam sobie taką mapę, na której pisałam plusy i minusy: co lubię, czego nie lubię, co bym chciała. I na końcu wyłoniło się Edu Arto. Miejsce, które będzie pracą, a jednocześnie pozwoli mi mieć dzieci blisko siebie i czuwać nad ich rozwojem. I tak to zaczęło kiełkować. Trwał ten proces jakieś dwa lata: myślenia, kombinowania, obaw. Wiadomo, tu kredyt na mieszkanie, tam inne potrzeby…  a miałam przecież pracę na etacie, dającą poczucie stabilizacji. I nagle taki przewrót. Mnóstwo było obaw, czy jestem gotowa, czy  to udźwignę. Mnóstwo przemyśleń, nieprzespanych nocy. Decyzja nie była więc spontaniczna - pstryk i już, rzucam wszystko. To szło krok po kroku. Zawsze ważę swoje decyzje; z jednej strony działam racjonalnie, z drugiej słucham też instynktu. Na pewno do stworzenia Edu Arto przyczyniło się wsparcie rodziny. Nikt oczywiście nie decydował za mnie, ale tak małym paluszkiem popychali. Moje dziewczynki miały masę pomysłów, były ciekawe, co się wydarzy, najchętniej same by wszystko zorganizowały. Mam też dar (mówię „dar” – bo jak to inaczej nazwać?) szczęścia do ludzi. Oczywiście, że się czasem zrażę czy ulokuję emocje nie tam, gdzie trzeba, ale to, że powstało Edu Arto, jest w dużej mierze zasługą tych, o których nikt się nie dowie. Oni mi pomogli, wsparli, uwierzyli we mnie. Nie byłam sama – i to jest kluczem do mojego sukcesu. Ale ważne było również to, że umiałam prosić o pomoc, o radę, nie stałam nigdy z zadartym nosem. Np. logo i nazwę wymyślił nasz dawny sąsiad, który jest grafikiem. On też czuje się po trosze ojcem Edu Arto. Takich, którzy dołożyli swoją cegiełkę, jest mnóstwo. Np. właściciel budynku bardzo mi zaufał i pomógł. Poczuł, że może się udać. Tu jest tylu fajnych ludzi! Inspirują mnie różne kobiety z Naramowic, które prowadzą jakieś swoje działalności, albo dopiero chcą zacząć. Trzeba czasu i odwagi, ale jednocześnie potrzebne nam jest wzajemne wsparcie i dobrej energia… Na tym też polega sukces – odrzucić to, co jest toksyczne, a skupić się na tym, co pozytywne. Punkt widzenia jest niezwykle ważny. Każdego człowieka można widzieć od jego dobrej i złej strony. Ja zawsze wolę od tej lepszej. Jak zatrudniam nauczycieli, to zanim ocenię umiejętności, muszę wiedzieć, że go polubię. Chemia musi być. I ten instynkt mnie nie zawodzi.

 Na początku była tu szkoła językowa i muzyczna. Ludzie sami mi podpowiedzieli, co jeszcze wprowadzić. Do nowych pomysłów nie podchodzę komercyjnie, staram się przede wszystkim myśleć, czy to będzie ciekawe, kreatywne. Dopiero, jak się spodoba i „zaskoczy”, wtedy planuję rozwój i stronę finansową. Teraz, po 4 latach, realizację nowych przedsięwzięć ułatwia mi zdobyte doświadczenie, ale do dziś potrzebny jest wpływ dobrych ludzi. Z marzeniami nie szaleję, nie jestem impulsywna w działaniu, wyczekuję na rozwój wydarzeń. Dawno myślałam, żeby otworzyć filię dla mieszkańców centralnej części Naramowic. Pomysłów mam tyle w głowie, że wypychają mi się oczami, cha,cha! Teraz na przykład myślę o zajęciach dla seniorów.

 Żadnej z firm, która się otwiera, nie traktuje jako konkurencji, raczej widzę w niej mobilizację dla siebie, żeby podwyższać jakość i komfort usług. Kibicuję „nowym”. Jak jesteśmy razem, wszystko idzie nam łatwiej i lepiej. Ważne tylko, żeby pamiętać o fair play.

Koncerty uczniów są uwieńczeniem mojej pracy, dają mi poczucie że jestem potrzebna na Naramowicach. Na jednym koncercie dzieci zagrają coś jednym paluszkiem, na następnym gładko cały utwór, a potem jeszcze dłuższy i trudniejszy. A przedstawienia – zawsze są dla mnie fantastyczną niespodzianką! Patrząc, sama się wzruszam. Najważniejsza jest dla mnie pewność, że dzieci czerpią z tego, co im daję i rozwijają się, rozkwitają. Weźmy takie zajęcia plastyczne. Prowadzi je fantastyczny człowiek (ja samych ciekawych ludzi tu mam) - niesamowite jest, co i jak potrafią dzieci narysować po odpowiednim instruktażu. Nie, skończmy, bo mogłabym opowiadać godzinami…

Wysłuchała: Renata Zychla