Kolejką, trolejbusem, a może promem?

Na Naramowicach lat temu » Kolejką, trolejbusem, a może promem?

 

Prototyp tramwaju na Naramowice – kolejka wąskotorowa

Od wielu lat mieszkańcy Naramowic zabiegają o tramwaj. Tymczasem, trochę ze smutkiem, należy wspomnieć, że nasi przodkowie już w latach dwudziestych poprzedniego wieku mieli pewien ekwiwalent tramwaju. Była nim kolejka wąskotorowa, łącząca Cytadelę z Biedruskiem, przez stacje na Szelągu, Naramowicach i Radojewie. Została ona wybudowana w roku 1923 przez wojsko. Wcześniej dowóz zaopatrzenia dla poligonu wywoływał spore problemy, dlatego armia postanowiła połączyć Biedrusko z miastem torami. 

Od początku zakładano, że inwestycja będzie służyła nie tylko żołnierzom, ale również mieszkańcom, między innymi Naramowic. Ludność cywilna mogła korzystać z nowego środka transportu bez przeszkód. Ponadto, jeśli ktoś posiadał dużo towarów, które chciał przewieźć, kolejka zatrzymywała się w dowolnym miejscu na trasie i można ją było załadować lub wyładować. Osiągała prędkość do 15 km/h, a trasę o długości ponad 17 km z Biedruska do Cytadeli pokonywała zazwyczaj w około godzinę i kwadrans (nie licząc postojów). 

Niestety, już po kilku latach z kolejki zrezygnowano. Okazało się, że iskry sypiące się w trakcie jazdy doprowadziły do kilku pożarów (raz spłonęło nawet kilka domów w Radojewie). Ponadto, wybudowanie nowego mostu w Biedrusku umożliwiło wojsku ściąganie zaopatrzenia i potrzebnych towarów inną drogą. 

Szkoda, że kolejka nie przetrwała, być może w dzisiejszych czasach dałoby się nią jeździć do pracy, zamiast stać w korkach. No cóż, trzymamy kciuki za szybkie postanie tramwaju…  

Zainteresowani tematem mogą przeczytać dokładną relację z otwarcia kolejki w czasopiśmie „Żołnierz Wielkopolski” z 10 sierpnia 1923 roku, dostępnym online na stronie Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej. 

Nieudany eksperyment – trolejbus 

Pierwszy trolejbus pojawił się w Poznaniu dość wcześnie, bo w latach trzydziestych XX wieku. Łączył on Śródkę z Główną - dzielnicą sąsiadującą z Naramowicami przez Wartę. Poznań wyprzedził w ten sposób chociażby Berlin. Trolejbusy ze względu na brak szyn często nazywane były „biednymi tramwajami”. 

Po II wojnie światowej przeżywały w Poznaniu swój rozkwit. W ZSRR były bardzo popularnym środkiem transportu, co za czasów PRL-u mogło wpłynąć na ich powodzenie także tutaj. Głównym atutem wykorzystania trolejbusów był brak potrzeby budowy torów, co znacząco obniżało koszty, a także umożliwiało szybszą realizację inwestycji. Dla zniszczonego po wojnie kraju miało to duże znaczenie. Pod koniec lat czterdziestych w mieście kursowały aż cztery linie trolejbusowe, jedna z nich prowadziła do Naramowic. 

„Nasz” trolejbus był oznaczony literą „T” i jeździł od Dworca Garbary, przez Szelągowską na Naramowice. Pętla znajdywała się przy obecnym skrzyżowaniu Sarmacka/Naramowicka. W latach pięćdziesiątych doszło do zmiany numeracji - nasz naramowicki został oznaczony numerem 104.

Były jednak pewne problemy. Trolejbusy nigdy nie tworzyły jednej, wspólnej sieci. Dlatego też codziennie należało holować pojazd do odpowiedniej stacji początkowej, żeby podłączyć go do sieci. 3 lutego 1952 roku doszło też do jednego z najtragiczniejszych wypadków w dziejach poznańskiej komunikacji miejskiej, kiedy trolejbus jadący Mostem Cybińskim wpadł w poślizg i stoczył się do rzeki. Sześć osób zginęło, a kilkanaście zostało rannych. Katastrofa była przez wiele lat przemilczana przez komunistyczne władze.

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych trolejbusy były sukcesywnie zamieniane na zwykłe autobusy. Być może nie wszyscy czytelnicy „Tu Naramowice” o tym pamiętają, ale kilka lat temu ówczesny prezydent Poznania zaproponował, aby tramwaj do naszej dzielnicy zastąpić właśnie trolejbusem. Pomysł spotkał się jednak z falą krytyki. Wielu ekspertów i mieszkańców uważa, że lepszym rozwiązaniem będzie tramwaj.

Gdy nie było jeszcze Mostu Lecha

Decyzją Prusaków w XIX wieku Poznań został otoczony fortyfikacjami. W celu zapewnienia sprawnego połączenia między poszczególnymi fortami wytyczono drogę, którą później nazwano Aleją Obwodową (jej północy odcinek to dzisiejsza ul. Lechicka i ul. Bałtycka). Problem stanowiła jednak rzeka Warta, przecinająca ów trakt w dwóch miejscach. Na południu zdecydowano się na wybudowanie mostu – tak powstał Most Dębiński. Na północy zaś postanowiono tymczasowo uruchomić prom. Jak to jednak bywa, „tymczasówki” są najbardziej trwałe. Prom kursował przez ponad pół wieku i każdy mieszkaniec, na przykład Głównej, który chciał dostać się do Naramowic, musiał przepłynąć owym promem. Dopiero w latach pięćdziesiątych podjęto decyzję o budowie stałego mostu. Inwestycja przebiegała niezwykle sprawnie: rozpoczęła się w 1952 r., a zakończyła w 1954 r. Wzrost natężenia ruchu samochodowego spowodował jednak, że dotychczasowa przeprawa okazała się zbyt wąska, dlatego w 1995 roku postanowiono zbudować nowy most, który stanął cztery lata później. Można zatem powiedzieć, że Most Lecha, to tak naprawdę dwa mosty. 

Niestety, każdy kto się nim przespaceruje, zauważy, że jego starsza część jest w bardzo złym stanie. Dlatego też w najbliższych latach będzie musiała zostać wyburzona i odbudowana z użyciem nowej technologii. Oznacza to duże korki w tej części miasta. Kto wie, może jeszcze okaże się, że jakiś prom-tramwaj wodny znowu by się nam przydał. 

 

Adam Szabelski 

Stowarzyszenie Projekt Poznań