Nie od razu Wilczy Młyn zbudowano…

Na Naramowicach lat temu » Nie od razu Wilczy Młyn zbudowano…

Młyn w Naramowicach musiał istnieć już w okresie nowożytnym, jednak po raz pierwszy nazwa Wolf Mühle pojawiła się na mapach w połowie XIX wieku. Etymologię nazwy trudno wskazać. Helena Szafran w swojej książce „Poznań i okolice” wskazywała, iż pochodziła ona od pobliskiego strumienia Wilczak. Konrad Dąbrowski zaś wysnuł hipotezę, iż młynarz miał nazwisko Wolf, stąd też młyn Wolfa, co zostało później przetłumaczone na Wilczy Młyn. Na początku XX wieku miejsce to było celem spacerów, wycieczek i pikników. Stała tu restauracja, w której można było coś przekąsić. Chętnie pływano łódeczką po istniejącym do dzisiaj stawku.

Ów drewniany młyn stał na pewno do I wojny światowej. Jego dalszy los jest nieznany. Najprawdopodobniej, gdy młyny wodne zostały zastąpione przez nowoczesne maszyny w innych częściach miasta, ten stary w Naramowicach popadł w ruinę lub został rozebrany. Warto podkreślić, iż w pobliżu istniał również drugi – Różany Młyn, który znajdował się bardziej na północy, w okolicach ujścia Potoku Różanego do Warty. 

Obecne osiedle Wilczy Młyn powstało na części ziemi należących do Państwowego Gospodarstwa Ogrodniczego Naramowice. W 1985 roku władze Poznania wydzieliły tu około 400 działek. Miasto zobowiązało się uzbroić teren, a mieszkańcy mieli postawić budynki na własny koszt. Niestety, prace szybko stanęły w miejscu, gdyż firma mająca wykonać infrastrukturę zawyżała koszty, a ostatecznie zaprzestała robót. Wilczy Młyn wyglądał strasznie. Jak donosił Głos Wielkopolski na początku lat 90-tych w artykule Wilcze Opowieści: (…) Do swoich domów wprowadziło się zaledwie 40 rodzin, choć mogłoby znacznie więcej, ale brak kanalizacji, wodociągów i dróg – uniemożliwia dojście do budynków i normalne ich zamieszkanie. Nie jest też pięknie, bowiem teren całego osiedla jest rozkopany, zaniedbany, a okoliczny lasek całkowicie zdewastowany.

W opowieściach najstarszych mieszkańców zawsze jak mantra powtarzane są dwa słowa: błoto i glina. Brakowało jakiejkolwiek utwardzonej nawierzchni na ulicach, zieleń była zdewastowana, ludzie musieli radzić sobie bez wody, ogrzewania i kanalizacji. Wielu z nich, aby dokończyć budowę w czasie galopującej inflacji z przełomu lat 80- i 90-tych, sprzedawało stare mieszkania i żyło w nieukończonych budynkach. Wilczy Młyn pierwszej połowy ostatniej dekady XX wieku to jeden wielki plac budowy.

Niezwykle zła sytuacja postawiła przed ludźmi alternatywę: działać albo odsprzedać teren i wyprowadzić się, czyli poddać. Mieszkańcy wybrali walkę o zmianę ich świata na lepsze. Ponieważ władze miasta Poznania zostawiły ludzi samym sobie, zaczęli oni działać na własną rękę. 23 listopada 1990 roku spotkali się w świetlicy na Naramowicach, aby odpowiedzieć na pytanie: co dalej?

Niemal 200 osób zebranych na sali podjęło decyzję o powołaniu Zarządu Osiedla. Przewodniczącym został prof. Stanisław Dzięgielewski. Na jego zastępcę wybrano dra Mieczysława Grzelaka. W skład Zarządu weszli jeszcze między innymi dr inż. Zdzisław Lis, dr Zbigniew Gała i dr Nowakowski. Okazało się, że był to wybór niezwykle trafny. Nowy zarząd składał się z ludzi bardzo zaangażowanych w sprawy osiedla, doświadczonych w działalności społecznikowskiej, a także odpowiednio zdeterminowanych, aby walczyć o interesy mieszkańców. Wybrano też Komisję Rewizyjną odpowiedzialną za kontrolowanie i sprawdzanie poczynań Zarządu, którą kierował pan Rozpiątkowski. Powołano również zupełnie nową funkcję: kierownika osiedla. Zarząd Osiedla zatrudnił księgową, gdyż wkrótce operował dość dużymi sumami. Pochodziły one przede wszystkim ze składek mieszkańców na poszczególne inwestycje: drogi, oświetlenie itd. Władze samorządu osiedlowego bardzo dbały, aby dokładnie rozliczyć się z mieszkańcami z każdej wydanej złotówki, aby nikt nie miał wątpliwości, na co poszły jego pieniądze. 

Władze miasta niezbyt entuzjastyczne powitały powstanie samorządu na osiedlu. Urzędnicy nie wiedzieli, jak zachować się w stosunku do tego nowego, niezależnego od nich tworu. Zarząd i mieszkańcy rozpoczęli walkę o uznanie podejmowanych decyzji przez organy miejskie. Wkrótce okazało się, że Zarząd Osiedla działał tak sprawnie, iż Rada Miasta postanowiła wykorzystać ten potencjał. To właśnie między innymi przykład Wilczego Młyna stał się podwaliną pod stworzenie w Poznaniu Jednostek Pomocniczych, które funkcjonują w naszym mieście do dziś. Ostatecznie Zarząd Osiedla Wilczy Młyn został oficjalnie uznany przez miasto na mocy uchwały nr LXXXVII/481/93 Rady Miejskiej Poznania z dnia 13 lipca 1993.

Sytuację osiedla Wilczy Młyn na początku lat 90-tych pogorszyły matactwa finansowe urzędników i działania firmy budowlanej. Nie tylko miasto traciło na zawyżaniu kosztów inwestycji. W związku z brakiem pieniędzy przerwano uzbrojenie terenu. Rozpoczął się długi konflikt między mieszkańcami, którzy udowodnili oszustwo, a firmą „Budomel” – wykonawcą. W artykule „Głosu Wielkopolskiego” Wilcze Opowieści czytamy: Okazało się, iż jeden z pracowników Dyrekcji Rozbudowy Miasta Poznania, był jednocześnie dyrektorem technicznym spółki Incom, która wykonywała prace na osiedlu, zlecane przez DRMP.(…) Tym sposobem ten sam człowiek zlecał wykonanie robót, przyjmował ich wykonanie, sam je rozliczał i płacił.

Ostatecznie doszło do kompromisu. Zarząd Osiedla zrezygnował z dochodzenia na drodze sądowej swoich praw, a firma dokończyła kanalizację. Dodatkowo, w ramach odszkodowania, wyłożyła wszystkie drogi płytami betonowymi. Była to wręcz rewolucja, gdyż odtąd przejazd ulicami osiedla stał się możliwy nawet po ulewnych deszczach.

Na tym jednak Zarząd nie poprzestał. Wręcz przeciwnie. Zaczął powoływać komitety składające się z mieszkańców Wilczego Młyna i członków Zarządu, które miały się zajmować poszczególnymi inwestycjami. Tak więc powstały społeczne komitety: gazyfikacji, telefonizacji, budowy dróg oraz budowy oświetlenia i chodników.

Wkrótce rozpoczęło się zbieranie pieniędzy. Nie było to łatwe. Część mieszkańców nie chciała płacić, a miasto zobowiązało się dołożyć swoją część dopiero, gdy osiedle będzie miało wkład własny. Znalazła się jednak firma, która zgodziła się na kredytowanie robót. Zaczęły po kolei powstawać drogi. Jednocześnie przydzielano numery telefonów, które mieszkańcy zawdzięczali staraniom komitetu telefonizacji. Wkrótce po wybudowaniu dróg rozpoczęto prace nad oświetleniem, chodnikami i zakładaniem zieleni.

Zwłaszcza budowa lamp ulicznych okazała się wielkim sukcesem Zarządu Osiedla Wilczy Młyn, kierowanego przez prof. Dzięgielewskiego. Można było spokojnie wracać wieczorami do domów, dzieci dłużej bawiły się na dworze, wszyscy odczuli znaczny wzrost bezpieczeństwa. Osiągnięcie zostało także zauważone przed media, o czym mogą świadczyć takie artykuły jak: Jaśniej i Bezpieczniej, czy 128 latarni Wilczego Młyna z „Głosu Wielkopolskiego”. Czytamy w nich, jak mieszkańcy walczą o dofinansowanie inwestycji przez miasto:

Sprawa oświetlenia osiedlowych uliczek powraca co pewien czas. (…) Wydaje się jednak, że niebawem osiedle „wyjdzie” z mroku, a to dzięki stosownej uchwale poznańskich radnych i mieszkańców Wilczego Młyna. (…) Oświetlenie uliczek i chodnika od strony ul. Lechickiej o długości 800 metrów oraz położenie chodnika wzdłuż Macieja Rataja, wyniesie około 500.000 zł. 75% tej kwoty pokryje miasto, pozostałe pieniądze - około 130.000 zł - muszą zebrać mieszkańcy osiedla.

Ważną kwestią dla Zarządu Osiedla Wilczy Młyn była niebezpieczna i wiecznie zakorkowana ul. Lechicka. Wypadki drogowe, stłuczki, potrącenia, także śmiertelne zdarzały się tam bardzo często. Ciemna, nieoświetlona ulica, bez pobocza oraz chodnika, bez pasów lub kładki dla pieszych, brak świateł na wyjeździe z osiedla – oto straszny obraz tej ulicy, aż do 2009 roku. Ponieważ jest ona częścią drogi krajowej nr 92, przejeżdżało nią kilka tysięcy tirów dziennie (obecnie część z nich jedzie już pobliskimi autostradami oraz obwodnicami).     

Protesty, prośby, listy, artykuły w gazetach nie dawały rezultatów. Mimo wszystko batalia o przebudowę wciąż trwała. Była ona niezbędna, aby osiedle mogło się rozwijać. Walka Zarządu Osiedla kierowanego przez prof. Stanisława Dzięgielewskiego: liczne spotkania z prezydentem, z panem Skałeckim - dyrektorem Zarządu Dróg Miejskich i inne próby maksymalnego nagłośnienia problemu ul. Lechickiej, doprowadziły do tego, że w końcu w listopadzie 2008 rozpoczęła się długo wyczekiwana przebudowa. Najważniejszymi z perspektywy mieszkańców były: budowa kładki dla pieszych, przebudowa wyjazdu z osiedla i dodanie nowego pasa jezdni, dzięki czemu zostały zlikwidowane korki. Komfort życia zmieniły również ekran dźwiękoszczelny, dzięki któremu na osiedlu jest ciszej i spokojniej. 

Dodatkowym aspektem powstania nowej Lechickiej jest „podłączenie” osiedla do pierwszej linii komunikacji miejskiej, gdyż władze, argumentowały iż dopóki nie zostaną zlikwidowane korki na osiedlu, to nie zgodzą się na autobus. Niestety okazało się, że pomimo, iż przebudowa się zakończyła to autobusu nadal nie było. 

Zarząd nie ustał jednak w kontynuowaniu negocjacji i od września 2010, w wyniku kompromisu między samorządem Osiedla, a ZTM powstała pierwsza linia minibusowa obsługiwana przez prywatnego przewoźnika. Mieszkańców nie zadowalała jednak trasa busu. Od samego początku  Zarząd Osiedla postulował o połączenie Wilczego Młynu z Centrum miasta, najlepiej za pośrednictwem PST. O aktywności obywatelskiej może świadczyć fakt, iż pod petycją w tej sprawie w ciągu jednego weekendu podpisało się 300 osób. Ostatecznie problem ten rozwiązali dopiero w 2012 roku radni Krzysztof Nowikowski i Paulina Degórska przekonując ZTM do wytyczenia nowej trasy autobusu 78. 

Przez długi czas brakowało na Wilczym Młynie odpowiedniej infrastruktury sportowej i placu zabaw. Dzięki staraniom członka zarządu Adama Szabelskiego, przy znaczącym wsparciu prof. Stanisława Dzięgielewskiego i dr Mieczysława Grzelaka w 2010 Wilczy Młyn otrzymał 214 tys. zł dotacji na budowę boiska wielofunkcyjnego i placu zabaw. Inwestycja ta została zrealizowana w 2011 roku. 

Na początku 2011 roku w wyniku reformy przeprowadzonej przez Radę Miasta Poznania Osiedle Wilczy Młyn został połączony z Osiedlem Naramowice. Dziś czterej przedstawiciele Wilczego Młyna zasiadają w Radzie Osiedla Naramowice kontynuując prace nad polepszaniem infrastruktury zarówno w tej, jak i innych częściach Naramowic.  

Adam Szabelski, członek Zarządu Osiedla Wilczy Młyn 2007-2011 i Rady Osiedla Naramowice 2011-2015