Pani Anna i wstążki

Ludzie z Naramowic » Pani Anna i wstążki

 

Wstążki. Wstążeczki. Przywołują od razu sympatyczne skojarzenia, a w dodatku mają całkiem bogate konotacje kulturowe. Ale dzisiaj, choć czarują satynowym połyskiem i wzorami, o których dawniej można było tylko pomarzyć, coraz rzadziej pojawiają się w naszej codzienności. Wstążki w dziewczęcych warkoczach to już przeszłość (jak i same warkocze), a prezenty, kiedyś zdobione kokardami, trafiają do ozdobnych torebek.

Są jednak osoby, które znalazły dla tradycyjnych wstążek zupełnie nowe, artystyczne zastosowanie – jak pani Anna Szymańska-Witek, od kilku lat pochłonięta rzadką w Polsce dziedziną rękodzieła – haftowaniem wstążkami. To, co można z ich udziałem (a mają one różną szerokość, fakturę i kolor) wyczarować, nie da się porównać z niczym innym – kwiaty mają mięsiste, różnobarwne płatki, wystające, jedwabiste liście, ich bukiet dosłownie wychodzi z płótna kanwowego. A róże?! Trójwymiarowe, kunsztownie ukształtowane główki aż kuszą, żeby dotknąć i sprawdzić… Miałam okazję obejrzeć prace pani Ani wywieszone w jej gabinecie szkolnym, ale z nią samą umówić się nie było wcale łatwo. Jest bowiem niezwykle skromną osobą i choć cieszą ją wyrazy uznania, które słyszy od pojawiających się w gabinecie gości, trudność sprawia jej pochwalenie się swoimi umiejętnościami. Podziałała w tej sprawie trójca: pan Stanisław Rakowski (o którego obrazach pisaliśmy niejednokrotnie), pani dyrektor ZS-P nr 1 oraz koleżanka z pracy. Przy okazji warto wspomnieć, że pani Ania, wieloletni pracownik administracji szkoły, pamięta doskonale jej początki, jak choćby pracowite lato 1989 roku, kiedy o wnoszenie mebli i wyposażenia szkolnego poproszono żołnierzy. Pracowali wszyscy nawet w letnie soboty i niedziele, byle tylko zdążyć przed wrześniowym dzwonkiem.

Kiedy wreszcie spotykamy się i siadamy w lokalu przy kawie, stopniowo, powoli, pani Ania zaczyna opowiadać… 

- Kiedyś, kiedyś, siedziałam i szukałam czegoś w Internecie, już nawet nie pamiętam czego… nagle ni stąd ni zowąd trafiłam na uroczy obrazek, wykonany wstążeczkami. Przedstawiał domek w zieleni, ze stojącym przy nim rowerem. Tak mnie zachwycił, że natychmiast postanowiłam zrobić coś podobnego. Jednak wtedy niewiele było dostępnych informacji na temat techniki haftowania wstążeczkami, nie do dostania były, potrzebne przybory, jak choćby odpowiednie podkłady. Pierwsze cztery wzory przywiozła mi znajoma z wakacji u rodziny na Ukrainie. Ta technika jest tam znana i popularna. Wszystkiego po kolei, powolutku, uczyłam się sama, przyglądając się też uważnie pracom w internecie, których zaczęło się pojawiać coraz więcej. Wciągnęło mnie to, jak nic nigdy przedtem. A zaczęło się od jednego obrazka... od domku z rowerem – zrobiłam go. Tak, jak to sobie obiecałam. I do dzisiaj jest to moja ulubiona praca. Była też najbardziej pracochłonna, ale wciąż odczuwam satysfakcję, że po kolei wszystkiego nauczyłam się sama.

- Jak to wygląda od strony technicznej?

-  Wstążeczki są różnej szerokości: i 2cm, i 5 cm, i pół centymetra. Dobieramy je w zależności od tego, jaki wykonujemy wzór. Do przetykania przez kanwę służy specjalna igła o dużym oczku. Odpowiednio wyciągając wstążkę i łącząc elementy uzyskuje się efekt trójwymiarowy. Ulubiony temat – kwiaty, kwiaty są najwdzięczniejsze. Róże, słoneczniki, storczyki. Ale krajobrazy też. Techniki można łączyć – część wyszywać, część doklejać, stosować też dodatkowo koraliki, np. do wykonania środka kwiatu.

- Hobby jest właściwie w opozycji do pani pracy. Pani jest „ścisłowcem”, a tu nagle zajęcie artystyczne. Widać człowiek potrzebuje odkrycia jakiejś innej części swojego „ja”, takiej, która je dopełni?

- Chociaż początek mojej wstążeczkowej pasji wziął się z przypadku, ja już wcześniej szłam w tym kierunku: malowałam, także na szkle, robiłam obrazki z guzików, kwiaty z pestek dyni, bransoletki z koralików. Ale jakoś nigdy nie nazywałam tego swoim hobby. Powiem szczerze - nie myślałam, że to nowe zainteresowanie tak mnie pochłonie, nie spodziewałam się. Czasem stanie się w życiu coś takiego pozytywnego zupełnie niespodziewanie. Wstążki mnie oczarowały. A praca z nimi uspokaja i odpręża. Po prostu odpoczywam przy tym. Koleżanki mówią: „sprzedaj to, wystaw na Allegro”, ale ja jakoś nie mogę. Lubię patrzeć na moje dzieła, to ogromna satysfakcja. Jak np. któreś z nich sprezentuję - zaraz robię następne. Czasem też haftuję coś na zamówienie –  jedna pani poprosiła o gitarę dla córki. I zrobiłam, nawet ze strunami. Lubię takie wyzwania. Kiedy siadam do nowego pomysłu, czas nie istnieje, nie mogę się oderwać, póki nie skończę – czasem do drugiej w nocy potrafię tak przesiedzieć. Codziennie staram się wygospodarować choćby godzinkę. Mam taką potrzebę. Na wakacje też wszystko zabieram - igły wstążki – i dłubię, jeśli nie ma pogody.

Inne sposoby spędzania wolnego czasu? Uwielbiam góry, wędrować, Co roku jeździmy z mężem do Karpacza  i ruszamy  stamtąd na trasy. Wolimy tam, bo w Zakopanem jest zakaz zabierania psa na szlak. A nasz mały wędrowniczek (rasy York) nawet Śnieżkę zdobył! Za to egzotyczne podróże zupełnie mnie nie pociągają.

Szkoda, że dzisiaj pasmanterie są coraz rzadsze. Mam jedną zaprzyjaźnioną, w której pani zawsze pyta: „Co dzisiaj robimy?” i pomaga dobrać odpowiednie wstążeczki. Plan na emeryturę już mam, cha, cha, muszę tylko zrobić odpowiednie zapasy! Wreszcie będę miała więcej czasu. Moim marzeniem jest mały warsztacik, żeby nie wyciągać za każdym razem wszystkiego, tylko trzymać wygodnie w jednym miejscu. 

Pewnie że włączyć telewizor jest łatwiej, ale pasja wnosi w życie zupełnie nową jakość.

I tę myśl pani Ani poddaję Państwu pod rozwagę.

Renata Zychla

 

Fot. "Tu Naramowice"

archiwum domowe p. Anny Szymańskiej-Witek