Stanisław Rakowski i córka Natalia

Ludzie z Naramowic » Stanisław Rakowski i córka Natalia

  • Stanisław Rakowski
    Stanisław Rakowski
  • Kącik komputerowy w ZS-P nr 1
    Kącik komputerowy w ZS-P nr 1
  • Ściana w przedszkolu
    Ściana w przedszkolu
  • Szkolny korytarz
    Szkolny korytarz
  • Pani Natalia Rakowska
    Pani Natalia Rakowska
  • Na szkolnym festynie
    Na szkolnym festynie
  • W różnych wcieleniach
    W różnych wcieleniach
  • A to prace pani Natalii
    A to prace pani Natalii

 

W listopadzie ubiegłego roku zamieściliśmy, bardzo ciepło przez państwa przyjętą, rozmowę z panem Stanisławem Rakowskim o jego wielkiej, życiowej pasji. Jest nią malarstwo. (Zachęcamy Państwa do lektury tamtej listopadowej rozmowy w zakładce „Ludzie z Naramowic”).

Kilka miesięcy po publikacji odebraliśmy telefon od pana Stanisława. Okazało się, że nasz tekst przeczytała pani dyrektor Zielińska-Wachowiak z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego na os. Łokietka i zwróciła się do pana Stanisława z propozycją współpracy. Teraz realizuje on swoje kolejne projekty właśnie tam. Jaką radość sprawił nam jego telefon! Przecież o to nam chodzi jako redakcji – żeby łączyć i wiązać ludzi z Naramowic, przyczyniać się do pozytywnych zmian. Umówiliśmy się na kolejne spotkanie – tym razem w szkole na os. Łokietka. W czytelni, tam, gdzie stanowiska komputerowe, pojawiły się dwa pierwsze pejzaże. Malowane bezpośrednio na ścianie. Kolorystyka każdego została starannie dobrana do tła ścian.

- „Wiosnę” malowałem 3 dni. – mówi pan Stanisław. - Jestem bardzo zadowolony. Kolory bardzo dobrze wyszły. Efekt, jakby  była malowana akwarelami. Wygląda tak jakby od niechcenia, ale każde pociągnięcie pędza ma swoje znaczenie. Będą tu wszystkie pory roku.

- Szkoła duża, jest co malować – śmieję się, kiedy przechodzimy do części przedszkolnej. Tu czeka na mnie największa niespodzianka – wielka ściana cała pokryta malowidłem. Co najmniej kilkanaście metrów kwadratowych! Zakole rzeki, z pięknie uchwyconym kolorem wody, w której odbija się niebo i las. Pan Stanisław patrzy z dumą. 

- A to malowałem miesiąc - największe, jakie do tej pory zrobiłem. Obraz miał być gotowy na nadanie imienia przedszkolu (doskonale zresztą pasuje do jego nazwy – „Leśny Zakątek” – przyp.red). Podoba mi się, że mogę malować to, co lubię – obrazy z mojej wyobraźni. Nikt mi nie narzuca tematów, nie każe malować kopii. Jestem prawdziwym twórcą. Jeden rodzic zrobił zdjęcie i powiedział, że chciałby mieć taki obraz w domu.

Zwiedzamy korytarz szkolny. Tu też na ścianie wije się rzeka pośród lesistych brzegów. Przepiękna ozdoba, która buduje zupełnie inną atmosferę w szkole. Aż czuć zapach lasu. Przyjemnie i relaksująco się przy tym siedzi. Trzeba przyznać, że miejsca pod obrazy, zostały bardzo dobrze wybrane. Świetnie też pasują rośliny w doniczkach postawione nieopodal. Na piętrze pejzaż we wnęce tworzy głębię – przed nami droga leśna. Tu też ustawiono dodatkowe „drzewa” w doniczkach, dzięki którym obraz ożywa.

- Pan się realizuje i rozwija skrzydła – to widać na tych obrazach – mówię. Pan Stanisław patrzy na mnie i potakuje.

- Jak ludzie przechodzą i mówią – „o, jakie to piękne” – to jest najlepsze, co może być dla mnie w tej pracy. Oczywiście nie jest tak, że podoba się wszystkim. Niektórzy nawet nie zwracają uwagi, ale większość jednak tak. Moja głowa wciąż jest pełna pomysłów. Niewyczerpanych. Objawiają się w trakcie malowania.

Podczas dalszej rozmowy pan Stanisław z dumą mówi o córce, która odziedziczyła po nim zamiłowanie do sztuki. Okazuje się, że nasze serdeczne Naramowice są tak małe, że panią Natalię Rakowską to ja nawet znam – z festynów, na które jako „Tu Naramowice” byliśmy zapraszani. Natychmiast więc się z nią umawiam, aby sprawdzić – czy niedaleko padło jabłko od jabłoni i czy okaże się nieodrodną córką swojego ojca? Kiedy siada przede mną pani Natalia, od razu roztacza wokół siebie to, co pisarze nazywali w dawnych powieściach „świeżym wdziękiem młodości”.

- Jak pani się zapatruje na pasję taty? Zmęczona? Zniecierpliwiona? – pytam specjalnie prowokacyjnie.

- Nie, nie, jestem przyzwyczajona. W pracy mi gratulowano, kiedy pojawił się ten materiał o tacie, bo niektórzy nie wiedzieli o jego pasji. Jesteśmy z niego dumni. Od dzieciństwa wzrastałam w domu pełnym sztuki. Mama pracowała wtedy w telewizji, a tata w teatrze. Mogłam wówczas często bywać u niego w pracy, zasiadać na widowni, oglądać scenografie, dekoracje, stroje… Aktorzy mówili, że może kiedyś do nich dołączę. Niesamowity dla mnie jako dziecka był czas, kiedy tata pracował w dekoratorni popularnego wówczas Okrąglaka. Leżały tam setki materiałów, manekinów, dekoracji. Mogłam przebierać we wszystkim, co chciałam. Tata dawał mi niepotrzebne skrawki materiałów plastycznych, z których tworzyłam w domu swoje małe dzieła sztuki. Miło wspominam te czasy. Pisałam też wiersze…

 - Tata ma malarstwo, jaką Pani ma pasję? 

- Malarstwo też, ale nie tak jak tata. Ja maluję w zależności od nastroju lub potrzeby. Jest jeszcze aktorstwo i muzyka. Gram na różnych instrumentach: gitarze, flażolecie, na pianinie. Najbardziej realizuję się w pracy zawodowej. Ukończyłam studia pedagogiczne na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza, a potem podyplomowe. Pracując w przedszkolu, tworzę dekoracje na zajęcia, gram, tańczę, śpiewam. Mam chłopaka, który jest świetnym muzykiem, więc cały czas muzyka przewija się w moim życiu. Kolejną moją pasją jest projektowanie wnętrz. Współpracujemy z tatą podczas remontu. Mama akceptuje wszystkie moje propozycje. Kiedyś wykleiłam swój pokój mapami z gazet turystycznych (śmiech). Interesuję się też wizażem i fotografiką. Tworzę pomoce dydaktyczne, dekoracje i scenografie. To niezłe wyzwanie. Organizując przedstawienie, trzeba przygotować tło do poszczególnych scen, przebrać się lub zrobić kukiełki. Wszystko musi być w miarę duże i odzwierciedlać charakter. Trzeba zatem przygotowywać zamki, pałace indyjskie albo ratusz na Dzień Niepodległości i uroczystości Świętego Marcina. W starym budynku przedszkola namalowałam drzewo na całej ścianie. W zależności od pory roku, przyozdabiałam je kolorowymi liśćmi na jesień, a watą na zimę.

- Dzieci to chyba wdzięczni odbiorcy Pani pomysłów?

- Dzieci są wdzięczne, ale i krytyczne. Jak coś się nie spodoba, powiedzą prosto w oczy. Oczywiście. W dobie laptopów, tabletów prosty przekaz nie wystarczy. Aby zainteresować, trzeba działać wielowymiarowo. Mam w pracy koleżankę Sylwię, z którą wspaniale mi się współpracuje. Doceniamy swoje pomysły. Napisałam sztukę kukiełkową „Karihszma i przyjaciele” na Światowy Dzień Pomocy Potrzebującym – Indie, był taniec i piękne stroje. Innym razem na  Międzynarodowy Dzień Pomocy Dzieciom Afrykańskim jako „murzynki” przedstawiłyśmy sytuację na kontynencie. Co festyn przeobrażamy się w inną postać. Dzieci to uwielbiają. Dzień Matki urządziliśmy w stylu Hollywood z czerwonym dywanem, a dzieci wręczały „oskary” rodzicom. Potem był seans z popcornem. Realizatorem dźwięku, obrazu jest Krzysztof Rybus. Dzięki niemu urzeczywistniamy pomysły. Dekoracje wykonujemy poza pracą, także w domu. Wymaga to sporo wysiłku. Należy wszystko ustawić, a później – posprzątać. Bywają nieprzespane noce, żeby zdążyć. Trzeba też gromadzić materiały, przydatne w kolejnych projektach.

- Pani Natalio, w tym zapale i mnogości pomysłów przypomina Pani swojego tatę – uśmiecham się, bo podobieństwo jest wyraźne.

- Boli mnie, kiedy muszę coś zrobić zwyczajnie. To jest nawet czasem denerwujące, ale tak mam. Muszę zawsze coś wymyślić, żeby być zadowoloną sama z siebie. I nie może być nudno. Ja mam wprawdzie łagodne usposobienie, ale z małą skłonnością do szaleństw.

- A pomysły skąd?

Przede wszystkim z głowy, z wyobraźni, bo to daje mi największą satysfakcję. Stroje tworzę samodzielnie. Zdarzają się też niespodziewane sytuacje. Kiedyś dwa dni robiłyśmy z koleżanką suknie z gazet, łączonych za pomocą masy klejowej. Kleiłyśmy je na sobie,a po wyschnięciu, okazały się tak sztywne, że nie można się w nich było poruszać i w ostatniej chwili wymyślałyśmy coś innego. Dążę do tego, by dzieci miały różnorodne bodźce, dzięki którym rozwiną własną kreatywność. Udało nam się wygrać z przedszkolakami, w konkursie Eko-fan 5 tys. złotych dla przedszkola. Dzieciom Sting ufundował rowery, które odebrały z całym wyposażeniem w Światowym Dniu Ochrony Środowiska. Przez cały rok trzeba było prowadzić zajęcia o tematyce ekologicznej i przygotować prezentację. To był nasz pierwszy sukces. Pamiętam, że jednego roku w uroczystościach na powitanie wiosny ( które organizujemy ) brała udział Poczta Polska, w innym Straż Pożarna z Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej nr 5 z osiedla Chrobrego. To był nietypowy dzień. Pierwszy dzień wiosny i cała masa śniegu za oknami. Innego roku zaprosiliśmy jeźdźców na koniach, którzy odebrali od nas Marzannę. Nadal bierzemy udział w różnych konkursach. Niedawno otrzymałyśmy wyróżnienie w konkursie Buliba - kosz pełen pomocy malarskich. Zaangażowane zostały całe rodziny i znajomi z ZS-P nr 1. Pomysłów i propozycji nie brakuje.  Jedno jest pewne - żeby coś osiągnąć, trzeba poświęcić swój czas. 

No i teraz powiedzcie Państwo sami – czy nie interesujących ludzi mamy na naszych Naramowicach? Zwróćcie uwagę na kolejnym festynie – przebrana z fantazją, barwna strojem i osobowością dziewczyna, otoczona gromadką maluchów – to będzie pani Natalia. A jeśli chcielibyście poznać pana Stanisława i zobaczyć jego prace – będzie okazja podczas jesiennego wernisażu, który planuje zorganizować dyrekcja ZS-P nr 1. My będziemy na pewno!

 

Rozmawiała: Renata Zychla